Płacz.

Stara fotografia: siedzę u mojej mamy na kolanach. Cały zapłakany. Chwilę wcześniej spadłem z roweru podczas wyścigów z osiedlowej górki. Pokiereszowałem sobie twarz. Miałem pięć, może sześć lat.

Przez kolejnych trzydzieści lat z okładem nie płakałem ani razu. Nie płakałem nigdy po żadnym filmie. Nie płakałem, gdy zdradziła mnie żona. Nie płakałem, gdy umierali moi dziadkowie. Nie płakałem, gdy rodziły się moje córki, choć ich narodziny to jedne z najpiękniejszych chwil w moim życiu, jedne z najbardziej emocjonalnie intensywnych.

Wcześnie nauczyłem się ukrywać i kontrolować intymne i silne emocje. Gdy pojawiała się fascynacja drugim chłopakiem (musiała się pojawiać!), odwracałem wzrok i karciłem siebie: „to niemożliwe, nie czujesz tego!”. Ten mechanizm wyćwiczyłem do perfekcji, przez lata włączał się automatycznie. Tym bardziej, że wiedziałem, że nie znajdę zrozumienia u rodziców. Czułem, że nie wypada, bym powiedział: „Mamo, Jacek ma ładne, czarne włosy”. To byłoby złamaniem tabu – tabu, które urządzało relacje w mojej rodzinie i wśród przyjaciół. Między innymi dlatego uwierzyłem, że nie jestem homoseksualny (słowa gej wtedy nie znałem), a lata tłamszenia uczuć pozwoliły mi się od nich odciąć.

Otoczenie w małym, konserwatywnym mieście szybko brało się w ten niby bierny sposób za nieheteronormę i formatowało zgodnie ze swoim upodobaniem.

W mojej rodzinie nie było też przyzwolenia na przeżywanie żalu, smutku, tęsknoty czy cierpienia – te emocje wymagają bowiem wysiłku, wymagają szczerości, a kto by chciał się męczyć, tracić energię, zamartwiać? Najwygodniej było więc zamiatać wszystko pod dywan. Moi rodzice uciekali w kieliszek, a raczej szklanki, do których co wieczór rozlewali pół litra czystej wódki. Pozostali członkowie rodziny radzili sobie, jak potrafili. Efekt końcowy miał być ten sam – od trudniejszych uczuć jak najdalej, bo kto wie, co się za nimi czai.

Gdy wyjeżdżałem na studia i opuszczałem rodzinne miasto, do twarzy przykleiłem sobie wielki uśmiech. To była maska, za którą na wiele lat schowałem prawdziwego siebie. Po jakimś czasie okazało się nawet, że ten mój uśmiech przynosi profity – popularność wśród znajomych, szybszą karierę. Używałem go więc na potęgę. Uśmiechałem się zawsze i wszędzie, nawet na wieść o czyjejś śmierci – „Przepraszam, wiesz, to taki nerwowy śmiech”. Ten uśmiech przez lata skutecznie oszukiwał także mnie samego.

wpis płacz
Obraz Eduardo Batardy (I Like Art or The Usual Perspective with Double Entendres), zdjęcie Pedro Ribeiro Simões, CC BY 2.0

„Proszę położyć się na boku, zwinąć w kłębek i otworzyć szeroko usta” – powiedziała pielęgniarka, po czym posmarowała mi usta wazeliną i narzuciła na mnie ceratę z otworem na twarz. „Najlepiej niech się Pan rozluźni, to będzie nam łatwiej, łatwiej endoskop przejdzie przez przełyk”. Kolejna gastroskopia. Trzecia w krótkim czasie. Szukaliśmy z lekarzami przyczyny ciągłego i mocno uciążliwego uczucia przeszkody w moim gardle. Wcześniej byłem też u laryngologa, USG gardła też niczego nie wykazało. Od lekarza do lekarza.

„ – Co to za uczucie?”
„ – Jakbym połknął piłeczkę i ta piłeczka utknęła mi w gardle”.

Mijały miesiące, lata. Dostawałem różne tabletki, ale nic nie działało. Ostatecznie lekarze rozłożyli ręce – nie postawili diagnozy, nie rekomendowali żadnego leczenia. Musiałem nauczyć się żyć z piłeczką w gardle.

To dziwne, nieprzyjemne, bolesne wrażenie zniknęło, gdy po 30 latach pozwoliłem sobie na płacz. Jechałem samochodem i nie tyle płakałem, co wyłem. Brakowało mi powietrza, waliłem pięściami w kierownicę, a łzy płynęły w dół policzków. Zaskoczyło mnie, że są ciepłe i lekko słone. Chwilę wcześniej poznałem mojego partnera. Miłość, żal, pożądanie, wściekłość, tęsknota, poczucie straty, nadzieja, samotność i pragnienie bycia bardziej dla drugiego człowieka, niż dla siebie – to wszystko uderzyło mnie naraz i przeszywało każdą komórkę mojego ciała.

Ostatnio płakałem po wejściu na pokład samolotu (miejsce obok było puste, siedziałem zwrócony ku oknu, wokół mnie siedzieli młodzi, rozbawieni i zajęci sobą Niemcy). W płaczu tego dnia był spokój, wdzięczność i nadzieja. Gdy spojrzałem w bok, w czarnym ekraniku przed moim siedzeniem po raz pierwszy w życiu zobaczyłem odbicie mojej twarzy we łzach, a w tym odbiciu kogoś, za kim bardzo tęskniłem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s